Ponad setka domów stała w płomieniach. Jak miasto długie i szerokie ogień przenosił się na inne budynki. Obrońcy dokonywali wielkich wysiłków, by całe to nędzne miejsce nie spłonęło doszczętnie na ich oczach. W porcie płonęły również okręty. Dyvim Tvar jako pierwszy spostrzegł, że Zwierciadło zaczyna, obracać się w stronę ulic. Uniósł ostrzegawczo dłoń i wskazał palcem lustro. Potem odwrócił się i zadął w swój róg bojowy rozkazując, by naprzód wysunęły się •oddziały, które dotąd nie uczestniczyły w walce. Teraz wy musicie nas prowadzić! zawołał i opuścił przyłbicę hełmu. Szczeliny na wysokości oczu, które umożliwiały obserwację, miał dokładnie zasłonięte. Nie mógł więc nic widzieć. Powoli i Elryk opuścił swoją przyłbicę. Ogarnęła go ciemność. Zewsząd dobiegały odgłosy walki. To weterani, którzy płynęli z nimi z Melniboné, przystąpili do bitwy. Prowadzący ich Imrryrianie nie przesłonili otworów w swych hełmach. Elryk błagał bogów, by jego plan się powiódł. Yyrkoon, zerkając ostrożnie przez szparę w ciężkiej kotarze, zwrócił się z niezadowoleniem do kapitana. Valharik, oni wciąż walczą! Dlaczego? Czy zwierciadło jeszcze się nie obróciło?

(Reklama: )
