Wydawało się, że tylko pięciu Imrryrianom, wliczając w to Elryka, udało się stłumić obce wspomnienia i pozostać przy zdrowych zmysłach. Potykając się, Elryk chodził od ciała do ciała. Przypuszczał, że serca większości mężczyzn nie wytrzymały tej próby. Dyvim Tvar? Położył rękę na ramieniu przyjaciela. Dyvim Tvar? Dyvim Tvar odsłonił twarz i spojrzał na Elryka. W jego oczach nie wygasły jeszcze doznania tysiącleci, choć na ich dnie kryła się też gorzka ironia. Żyję, Elryku. Niewielu z nas pozostało przy życiu... W chwilę później opuścili skład. Nie musieli już obawiać się lustra. Ujrzeli ulice pełne trupów tych, którzy nie obronili się przed atakiem wspomnień. Sztywne ciała wyciągały do nich ręce. Martwe usta milcząco, błagały o pomoc. Przeciskając się między nimi, Elryk starał się odwracać od nich wzrok, ale żądza zemsty rosła w nim z każdą chwilą. Dotarli wreszcie do właściwego budynku. Drzwi były otwarte, na podłodze leżały sztywniejące ciała.

(Reklama: )
