Wiele z nich w ogóle nie należało do śmiertelnych. Były własnością stworzeń i istot rozumnych, które żyły jeszcze przed powstaniem Melniboné. Wszystkie walczyły teraz o miejsce pod czaszką Elryka i pozostałych Imrryrian. Atakowały biedne, udręczone czaszki ludzi w Dhoz Kam. Z każdej ulicy dobiegały budzące litość krzyki. Nie wytrzymał naporu obcych myśli również kapitan Valharik. Schodząc z wysokiej kolumny, stracił równowagę i razem z okruchami lustra runął w dół. Elryk nie usłyszał już krzyku Valharika i głuchego odgłosu, z jakim ciało kapitana uderzyło najpierw o dach, a potem o bruk ulicy, by tam znieruchomieć pod szczątkami zwierciadła. Leżał na kamiennej podłodze składu i wił się z bólu. Tak jak i jego towarzysze, próbował wyrzucić z głowy wszystkie te obce wspomnienia. Wspomnienia miłości i nienawiści, osobliwych i codziennych przeżyć, wojen i podróży. Twarze krewnych, którzy nie byli jego krewnymi; wspomnienia mężczyzn i kobiet, dzieci i zwierząt, okrętów i miast, bitew, pieszczot, obaw i pragnień. Wszystkie one usiłowały wziąć w posiadanie jego umysł. Groziły usunięciem jego własnej pamięci, a więc i jego osobowości.

(Reklama: )
